O blogu

Lis i Wrona to projekt, który narodził się w naszym głowach w sumie zupełnym przypadkiem. Ale czyż nie mówi się, że najlepsze idee to właśnie te, które przychodzą na świat nagle i bez zapowiedzi? Od dawna planowałyśmy stworzyć coś razem – znamy się szmat czasu, a że obie mamy twórcze ciągoty, taka kolaboracja to tak naprawdę była kwestia czasu – nie wiedziałyśmy jednak jak się za to zabrać, ani co chcemy w gruncie rzeczy zdziałać… aż w końcu pojawił się temat bloga. Biorąc pod uwagę nasze gadulstwo i zamiłowanie do wszystkiego, co nie ma nic wspólnego ze światem realnym, pomyślałyśmy, że czemu by w sumie tego nie wykorzystać?

Koncept zaczął sobie bardzo powoli kiełkować, a życie toczyło się dalej. Przynajmniej do momentu, kiedy pewnego dnia zaczęłyśmy żartować nad potencjalnym imieniem dla tego naszego nowego tworu. Nie wiem jak wielcy ludzie wymyślają nazwy swoich firm – dlaczego Nike to Nike, a Naughty Dog to nie Naughty Cat – ale śmiem przypuszczać, że powstają one w równie banalny sposób jak i nasza. Otóż kiedy temat rozmowy zdążył przejść z dramatów Shakespeare’a, problemów nauki programowania, planów wakacyjnych, czy ostatnio przeczytanych książek na kwestię tatuaży, a obie entuzjastycznie stwierdziłyśmy, że chciałybyśmy mieć wytatuowane, odpowiednio, lisa i wronę… Sami widzicie gdzie zmierzamy. Imię to bardzo potężna siła, częstym konceptem przejawiającym się w literaturze jest fakt, iż to właśnie ono tak naprawdę powołuje coś do życia – kiedy nadajemy czemuś nazwę, jednocześnie dajemy mu cel, naznaczamy pewnymi cechami oraz tworzymy więź – Fox & Crow brzmiało zaskakująco przyjemnie, a kiedy już raz pojawiło się w naszej głowie, nie chciało jej opuścić.

Blog ten za cel ma łączyć przebiegłość lisa, ale i tajemniczość wrony. Ma być majestatyczny, gdy będzie ku temu okazja, ale i złośliwy kiedy trzeba, jak oba te stworzonka razem wzięte. To symbole sprytu i inteligencji, są przewodnikami podróży, którzy może nie zawsze zaprowadzą nas tam, gdzie byśmy tego chcieli, ale na pewno gwarantują, że nie będzie można narzekać na nudę. Jeśli uda nam się być takim Lisem i taką Wroną choć w małym stopniu, jeśli nasze teksty rzeczywiście pokażą wam inne światy i przekonają, że faktycznie warto im poświęcić chwilę swojego cennego czasu, nasz cel będzie można uznać za osiągnięty.

…nie da się też ukryć, że dobrze mieć wymówkę, by konwersacje, które zazwyczaj zajmują nam godziny w okolicznych kawiarniach, w końcu spożytkować w jakiś konstruktywny sposób ;)