[FILM] Alita: Battle Angel (2019)

Tytuł oryginalny: Alita: Battle Angel
Premiera: 14 lutego 2019 (Polska) 5 lutego 2019 (świat)
Gatunek: akcja, sci-fi
Czas trwania: 2 godz. 2 min.
Reżyseria: Robert Rodriguez
Obsada: Rosa Salazar, Christoph Waltz, Keean Johnson, Jennifer Connelly, Mahershala Ali, Ed Skrein, Jackie Earle Haley

Był Dragon Ball, był Death Note – o nich lepiej zapomnieć. Było też Ghost in the Shell, które ja akurat uznaję z krok w dobrym kierunku, jednak to właśnie Alita jako pierwsza hollywoodzka adaptacja mangi w końcu zrobiła to naprawdę dobrze.

Akcja filmu rozgrywa się w dystopijnej przyszłości, w Żelaznym Mieście nad którym unosi się podniebne miasto Zalem, siedziba elity elit. Fabuła skupia się na tytułowej Alicie, cyborgu znalezionym na wysypisku śmieci. Jako że jej mózg jest ciągle sprawny, Dr Ido postanawia przywrócić ją do stanu używalności, a więc nasza bohaterka dostaje od niego w prezencie nowe ciało i puf, może ruszać w świat – problem jednak jest taki, że o świecie to ona za dużo nie wie. Początkowo obserwujemy jak ma okazję pograć z innymi dzieciakami w ostatnio popularny sport Motorball (wyścigi na rolkach, w których wszystkie chwyty są dozwolone), pozwiedzać miasto z sympatycznym chłopakiem oraz pierwszy raz spróbować czekolady. Sielanka jednak się kończy, kiedy dziewczyna odkrywa, iż jej opiekun tak naprawdę pracuje jako łowca nagród, a ona sama ma więcej doświadczenia bojowego niż można tego oczekiwać po uroczej nastolatce.

Ostatnio często mam problem z takimi błyszczącymi od efektów filmami akcji, bo spływają po mnie jak po kaczce. Są co najwyżej „do obejrzenia” i prędko się o nich zapomina, gdyż poza efekciarstwem nie mają nic innego do zaoferowania, Alicie jednak udało się wyrwać z tego schematu. Produkcja ta w końcu nie wydaje się tylko wymówką dla CGi – ma fajnie zarysowany, ciekawy setting i rzeczywiście poświęcono czas, by go przybliżyć, poznaliśmy też bohaterów w wystarczającym stopniu, by chcieć im kibicować. Może nie serwuje wstrząsających plot-twistów ani odkrywczej fabuły, ale to co dostaliśmy jest solidnym filmem zdecydowanie wartym obejrzenia w kinie, bo… te efekty, na które przed chwilą narzekałam, iż często przesłaniają wszystko inne? Tu są tak ładne, że aż żal nie móc tego zobaczyć na wielkim ekranie ;)

Decyzja, by jedna z postaci była w pełni w CGi to nie lada wyzwanie, jednak wybrnęli z niego bez szwanku (ukłony też dla Rosy Salazar, która robiła motion capture twarzy dla naszej bohaterki). Tylko o czym my tu mówimy, prawda? W końcu nad stroną wizualną przy Alita: Battle Angel czuwali ludzie odpowiedzialni za Avatara, a więc nie dziwota, że rezultaty są porządne. Oglądałam też pewien wywiad, w którym reżyser opowiadał jak to rozkminiali, gdzie na Ziemi umiejscowić Żelazne Miasto, żeby z naukowego punktu widzenia powieszenie nad nim latającego miasta było choćby teoretycznie wykonalne, także studio naprawdę odrobiło tutaj pracę domową.

You’re the most advanced weapon ever. But that’s just a shell. It’s not bad or good. That part’s up to you.

Niestety w przypadku tej historii nie znam oryginału (chociaż manga Ality jest dostępna w naszym kraju nakładem wydawnictwa JPF), lecz nie da się odmówić, iż przynajmniej sam klimat anime został przeniesiony na ekran perfekcyjnie. To hollywoodzki blockbuster, a mimo to czuć od niego ten sam styl, który obserwujemy oglądając wieczorami nasze ulubione shouneny :) Niektóre ujęcia kamer, sposób wprowadzania postaci, budowania tajemnicy, choreografia walk – Alita śmierdzi swoimi japońskimi korzeniami i chwała jej za to. Zapożyczenie motywów jednak bynajmniej nie powoduje tu wyobcowania. Ta bardzo sprytnie przemyślana produkcja wie jak puścić oko do fanów, jednocześnie nie zrażając do siebie ludzi, którzy o materiale źródłowym (oraz ogólnie mangach) nie mają zielonego pojęcia.

Naprawdę jestem pozytywnie zaskoczona. Co prawda moje oczekiwania względem tego filmu były… cóż, marne i może temu też tak dobrze go odebrałam. Z drugiej strony któż by pogardził 2 godzinami fajnej rozrywki? Jedyne co mnie zdziwiło, to zakończenie bardzo (BARDZO) mocno sugerujące sequel w przyszłości, który na 100% się pojawi biorąc pod uwagę dobry wynik filmu w box office. Liczyłam raczej na zamkniętą opowieść, ale co zrobić – w końcu żyjemy w czasach, gdzie przecież filmy muszą mieć minimalnie ze trzy części :P

Ocena: 7/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s