[LISIA NORA] Anime: od czego zacząć

Masz znajomych, którzy oglądają anime? Rodzinę? Może widziałeś coś przelotem i zaciekawiło cię o co ten cały szum? Jeśli nadszedł wreszcie ten moment, że przynajmniej na chwilę postanowiłeś odwiesić na wieszak uprzedzenia do „chińskich bajek” i sprawdzić na własnej skórze czy coś takiego cię kręci, trafiłeś w dobre miejsce. No bo stwierdzić „obejrzę anime” to jedno, ale… jakie wybrać?

Shounen? Shoujo? Seinen? Josei? Co to w ogóle znaczy? Ciężko oczekiwać, by ktoś nowy miał opanowany podział demograficzny stosowany przez Japończyków. Możliwości ogółem jest multum. Kilka różnych tytułów pewnie każdemu obiło się o uszy, ale czy zaczynanie swojej przygody od kilkusetodcinkowego One Piece’a albo Naruto, to na pewno dobry pomysł?

Kiedy usłyszałam w tym tygodniu prośbę o zasugerowanie czegoś nadającego się na początek, też się zawahałam. Już pomijając nawet, że ile ludzi, tyle gustów, to dochodzi do tego jeszcze choćby problem wieku – co innego przypomnieć sobie co ja oglądałam, jak wciągałam się w ten świat mając pi razy drzwi 13-14 lat, a co innego polecać coś osobie dorosłej.

No więc proces wybierania musiałam zacząć od wyznaczenia sobie jakichś prostych kryteriów:

  • najlepiej, żeby seria była zakończona, bo zawsze mamy lepsze wrażenia, kiedy możemy obejrzeć historię od początku do końca;
  • fajnie, jakby była rozsądnej długości – niekończące się tasiemce zdecydowanie odpadają;
  • lepiej skupić się na nowszych produkcjach, albo przynajmniej na takich, które znane są z dobrej animacji – starocie są fajne, starocie są klasykami… ale niestety w aktualnych czasach trącą trochę myszką, co może być nie do przejścia dla osób przyzwyczajonych do jakości najnowszych dzieł DreamWorks czy Disneya;
  • dobrze by też było wybrać tytuły dość uniwersalne pod względem widowni, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie, a więc omijamy sugestywną seksualność (ecchi), wszelkie dewiacje, sugerowany incest i inne dziwności, które osoba obeznana z tematem zbędzie przewróceniem oczu, a nowemu może wypaczyć pogląd na to czym jest anime (cicho tam! przez moment możemy udawać normalnych ;P)
  • co oznacza, że najważniejsza jest po prostu dobra historia przestawiona w solidny sposób.

…i tym sposobem doszłam do banalnie prostej konkluzji. Otóż najlepiej zacząć od:

Fullmetal Alchemist: Brotherhood
Studio: Bones
Ocena: 10/10

Fullmetal Alchemist: Brotherhood. Jeśli jest jakiś tytuł, który łączy wszystkich fanów anime, to jest nim FMA:B, czyli seria od lat będąca na szczycie zestawienia „top anime” portalu MyAnimeList z porażającą średnią 9,24 na ponad 1 milion 300 tysięcy głosów. Historia braci Elric, dwójki młodych alchemików, którzy po śmierci swojej matki postanowili przywrócić ją do życia przeprowadzając ludzką transmutację, z łatwością podbiła serca widzów, bo porusza dużo ciekawej tematyki – problemy życia, śmierci, etyki, lojalności, wiedzy oraz jej właściwego i niewłaściwego wykorzystania – bynajmniej jednak nie wali nam tym po głowie jak łopatą. Cała ta filozofia została oprawiona w świetny humor, genialne postacie oraz taką dozę akcji, że nie sposób się nudzić. Nasi bohaterowie dorastają w trakcie swoich podróży w poszukiwaniu tajemniczego kamienia filozoficznego, wojsko próbuje jakoś pozbierać się po wojnie, a w tle rozwija się dużo mroczniejsza intryga. Brotherhood, czyli remake anime Fullmetal Alchemist z roku 2003, tym razem wierne odwzorowujący historię z komiksu o tej samej nazwie, to jak dla mnie tytuł idealny na początek – jeśli to wam nie siedzie, to jest spora szansa, że anime po prostu nie jest dla was ;)

Załóżmy więc, że obejrzeliście FMA:B i czujecie się pozytywnie zaintrygowani – w takim wypadku coś z poniższej listy powinno być dobre jako kolejny eksperyment.

Psycho-Pass
Studio: Production I.G
Ocena: 9/10

Psycho-Pass – tytuł z lekką nutą science-ficion, ponieważ dzieje się w przyszłości. Mamy 22 wiek, a do użytku wprowadzono tzw. System Sibyl, coś a la sztuczną inteligencję będącą w stanie zdalnie określić stan psychologiczny danej osoby i na tej podstawie ocenić, czy stanowi zagrożenie dla społeczeństwa. Jeśli tak, na scenę wkraczają Inspektorzy, który zgarniają takiego człowieka zanim dojdzie do jakiegokolwiek wykroczenia. Miastem jednak wstrząsa fala przestępstw, a nowa pani Inspektor razem ze swoim partnerem spróbują rozwiązać tę sprawę. Tytuł ten ma niesamowity klimat, który osobiście kojarzył mi się z prozą Philipa K. Dicka (wdzieliście Łowcę Androidów? Tu mamy coś w ten deseń), zaś ogólnie jest to propozycja dla osób lubiących seriale kryminalne (motyw policji szukającej mordercy).

Podobne: Death Note, Darker than Black: Kuro no Keiyakusha

Kimi no Na wa.
Studio: CoMix Wave Films
Ocena: 10/10

Kimi no Na wa. – aka Your name, film pełnometrażowy, a więc niezły wybór dla osób z ograniczonym czasem. Pozornie prosta historyjka z dobrym twistem. Śledzimy życie dwójki nastolatków, dziewczyny i chłopaka, którzy z jakiegoś powodu zamieniają się ciałami – nigdy wcześniej się nie spotkali, mieszkają w zupełnie innej części kraju i absolutnie nic ich nie łączy. Co powoduje to zjawisko? Dlaczego tak się dzieje? Próbując nawigować między życiem swoim, a tej drugiej osoby (co skutkuje masą zabawnych sytuacji), będą starali się tego dowiedzieć, a jak już się dowiedzą, to radzę przygotować sporo chusteczek. Wzruszająca i pięknie zrobiona historia, która jest bardzo dobrym tytułem dla każdego. Namówiłam na nią kilka osób nie oglądających anime i do tej pory każdemu się bardzo podobało.

Podobne: Koe no Katachi

Boku dake ga Inai Machi
Studio: A-1 Pictures
Ocena: 9/10

Boku dake ga Inai Machi – pamiętacie film Efekt motyla z Ashtonem Kutcherem? Coś podobnego proponuje anime znane także pod nazwą ERASED. Oglądamy poczynania 29-letniego Satoru, który odkrywa, że ma w sobie moc cofnia się w czasie. Kiedy zostaje niesprawiedliwie oskarżony o morderstwo, postanawia ją wykorzystać, aby uratować ofiarę i oczyścić się z zarzutów. Wtedy też dowiaduje się, że zbrodnia, w którą go wrobiono, może łączyć się z falą porwań jakie nękały jego miasteczko, kiedy jeszcze był dzieckiem. Tak samo jak w przypadku postaci Kutchera, Satoru zmieniając rzeczy w przeszłości będzie zmieniał swoją teraźniejszość – czasami na lepsze, czasami na gorsze, wszystko z zamiarem złapania prawdziwego mordercy. Definitywnie jedna z lepszych historii jakie zanimowano w ostatnich latach (choć ludzie mają mieszane odczucia w kwestii samego zakończenia) i pozycja obowiązkowa dla fanów dobrego thrillera mystery.

Podobne: Gosick

Shigatsu wa Kimi no Uso
Studio: A-1 Pictures
Ocena: 9/10

Shigatsu wa Kimi no Uso – znane także jako Your Lie in April, to tym razem coś z zupełnie innej beczki. Ten dramacik opowiada o młodym, genialnym pianiście, który pod presją matki załamał się psychicznie, przez co teraz nie jest w stanie słyszeć granej przez siebie muzyki. Kiedy jednak poznaje tryskającą energią i żyjącą pełnią życia młodą skrzypaczkę, jego świat zaczyna się wreszcie zmieniać na lepsze. Seria jest nie tylko prześliczna graficznie, ale ma też naprawdę piękne i optymistyczne przesłanie. Całość dzieje się w szkolnym settingu, ale poruszane tu problemy są bardzo dorosłe, dlatego zdecydowanie poleciłabym ten tytuł wszystkim osobom szukającym dobrych wzruszeń. Do tego nie należy też ignorować samej warstwy muzycznej – bohaterowie w pewnym momencie będą brali udział w konkursie muzycznym (kojarzcie coś w stylu Konkursu Chopinowskiego), a zaprezentowane występy definitywnie robią wrażenie.

Podobne: Plastic Memories, Little Busters!, Chihayafuru

Fate/Zero
Studio: ufotable
Ocena: 9/10

Fate/Zero – istne widowisko od ufotable, czyli studia, na którego dźwięk miękną anime-maniakom kolana. Znani z produkcji na bardzo wysokim poziomie, zawsze prezentują fajerwerki graficzne dosłownie wpychające w fotel, dlatego coś od nich po prostu trzeba obejrzeć choćby po to, żeby dać się nacieszyć oczom. Tu mamy historię o Wojnie Świętego Graala – turnieju, w którym mogą wziąć udział tylko magowie z najznamienitszych rodzin. Każdy z sześciu przedstawicieli przyzywa swojego Sługę – magiczną manifestację historycznego bohatera (jak np. Król Artur, Aleksander Wielki czy Gilgamesz), który pomoże mu pokonać swoich przeciwników i zdobyć ostateczną nagrodę, jaką jest spełnienie przez Graala jednego życzenia zwycięzcy, bez względu na to czego sobie zażyczy. Fabuła może rozkręca się powoli, ale jak dojdzie do soczystych smaczków jest świetnie. I pięknie. Magiczne pojedynki dawnych herosów wyglądają wprost epicko, a do tego dochodzą jeszcze intrygi, knowania i ogólnie ciekawie zakręcony plot. Kiedy zaś już obejrzymy oba sezony Fate/zero, proponuję przysiąść do Fate/stay night: Unlimited Blade Works (tak, tej dokładnie wersji, bo a) podstawowe Fate/stay night mnie osobiście znudziło, b) Shirou i Rin to jedyny właściwy ship ;p), które jest kontynuacją oraz konkluzją całej historii.

Podobne: Mirai Nikki, Mahou Shoujo Madoka Magica

Death Parade
Studio: Madhouse
Ocena: 9/10

Death Parade – ukryta perełka z absolutnie cudownym openingiem! W przeciwieństwie jednak do witającej nas tanecznej i radosnej piosenki, DP to seria poważna i w gruncie rzeczy dość smutna. W tym świecie nie ma ani nieba ani piekła – jest za to bar, do którego trafiają zmarli. To właśnie tam na podstawie wyniku losowej gry (bilard, rzutki, kręgle, etc.) decyduje się czy dana dusza zasługuje na drugą szansę w postaci reinkarnacji, czy zostanie na zawsze zamknięta w pustce. W każdym odcinku poznajemy historię innego człowieka, który zostaje poddany osądowi. Tytuł mocny tematycznie, ale zrobiony z głową i definitywnie błyszczy fabularnie. Chociaż motyw wydaje się ciężki w odbiorze, oglądało mi się go bardzo… lekko.

Podobne: Kuroshitsuji, Violet Evergarden

Shingeki no Kyojin
Studio: Wit Studio
Ocena: 10/10

Shingeki no Kyojin – w naszym kraju znane jako Attack on Titan (JPF wydaje mangę). Chyba najgłośniejsza seria ostatnich lat, ale biorąc pod uwagę swój gatunek (akcja) definitywnie na to zasługuje. Wieki temu ludzkość została wymordowana praktycznie do zera przez ogromne potwory zwane tytanami – ci którzy przetrwali, otoczyli swoje miasto wysokimi murami mającymi zapewnić im bezpieczeństwo. W końcu nadchodzi jednak dzień, kiedy mury nie wytrzymują, a miasto zostaje ponownie zaatakowane przez tytanów. Eren, nasz główny bohater, stracił w tych wydarzeniach praktyczne wszystko co kochał. Chłopak poprzysięga zemstę, wie jednak, że łatwo tego nie dokona. By zbliżyć się do swego celu zapisuje się na szkolenie do specjalnej jednostki wojskowej, której zadaniem jest tępienie tytanów. SnK to seria z ciekawą, zakręconą fabułą (nic nie jest takie proste jak się początkowo wydaje), świetną grafiką i animacją (wyróżniający styl) oraz epickim soundtrackiem. Plus śmiertelność postaci jest tu bardzo w klimatach Gry o Tron ;P Wszystko to tworzy niesamowicie wciągającą mieszankę wybuchową. Zastrzegam jednak – seria nie jest zakończona, ponieważ manga ciągle się tworzy.

Podobne: Hunter x Hunter (2011), Owari no Seraph, Made in Abyss

Noragami
Studio: Bones
Ocena: 9/10

Noragami – tu wracamy do serii przygodowych w ciut lżejszych klimatach. Noragami oparte jest na japońskich wierzeniach shintoistycznych, co osobiście uważam za bardzo atrakcyjny element – toż to czysty orient, tak różny od tego co my rozumiemy przez słowo „religia”. Śledzimy tu poczynania Yato, samozwańczego boga od rozwiązywania problemów wszelakich. Liczba jego wyznawców jest jednak znikoma, a tym samym grozi mu zniknięcie z tego świata. Zmienia się to, kiedy spotyka Hiyori, jego nową klientkę, której problemu jest po części winny, oraz swojego nowego partnera, Yukine, mogącego przybierać kształt miecza. Anime dość zgrabnie nawiguje między humorem i powagą, początkowo serwując bohaterom kilka losowych zleceń do rozwiązania, później zaś przechodząc w główny plot skupiający się na tym kim tak naprawdę jest Yato i co knują bogowie tam w górze. Po drodze oczywiście nie szczędząc nam scen walki z demonami, bo jakby nie patrzeć, jest to seria akcji. Noragami, tak jak SnK, także nie jest zakończoną historią, a manga, też tak jak SnK, ukazuje się w Polsce.

Podobne: Ao no Exorcist, Bungou Stray Dogs, Boku no Hero Academia

Akagami no Shirayuki-hime
Studio: Bones
Ocena: 9/10

Akagami no Shirayuki-hime – kiedy ma się ochotę odetchnąć trochę od mordowania, spisów i posępnej tematyki, na ratunek przychodzi sympatyczny romansik fantasy. Opowieść o czerwonowłosym Kopciuszku (choć jej imię oznacza Królewnę Śnieżkę) przedstawia losy dziewczyny, którą w ramach zachcianki nagle zapragnął poślubić tutejszy książę. Shirayuki jednak nie ma zamiaru iść na taki układ – natychmiast ucieka z kraju, zaś w pobliskim lesie spotyka sympatycznego chłopaka, który razem z dwójką swoich przybocznych postanawia jej pomóc. Kiedy dziewczyna dowiaduje się, że jest on drugim księciem królestwa Clarines, zatrudnia się na jego dworze jako królewska herbalistka, pragnąc w ten sposób spłacić swój dług oraz pomóc krajowi Zena, który tak otwarcie ją przyjął. Anime to jest niezwykle przyjemne, choć bynajmniej nie można narzekać na nudę – przed Shirayuki stanie dużo przeszkód do pokonania, szczególnie zaś kiedy między nią a Zenem narodzi się uczucie (bardzo dobrze zbudowany slow burn) będące słownikową definicją mezaliansu. No i znów: historia nie jest zakończona, manga wychodzi w Polsce.

Podobne: Akatsuki no Yona, Soredemo Sekai wa Utsukushii, Spice & Wolf

Kamisama no Inai Nichiyoubi
Studio: Madhouse
Ocena: 9/10

Kamisama no Inai Nichiyoubi – czyli Sunday Without God, to tytuł… niespodziewany. Ponieważ zaczynając go bynajmniej nie sądziłam, że na ostatnich odcinkach będę ryczeć jak małe dziecko. Jasne, ja się nie wypieram, że anime są bardzo dobre w graniu mi na emocjach, ale to co zrobiło Kamisama no Inai to już lvl: killer. Ogółem mamy tu do czynienia z przygodówką fantasy, czyli jednym z moich ulubionych gatunków. W tym świecie nagle opuszczonym przez Boga nie może już narodzić się żadne nowe życie, a zmarli chodzą pośród żywych. Sam koncept życia i śmierci uległ tu całkowitej zmianie. Istnieją jednak specjalni Grabarze posiadający moc udzielenia zmarłemu ostatecznego spoczynku. Główną bohaterką jest Ai, która w miejsce swojej zmarłej matki pracuje jako Grabarz… przynajmniej do momentu, kiedy odnajduje ją mężczyzna podobno będący jej ojcem. Morduje on wszystkich mieszkańców jej wioski, zaś nagle osamotniona dziewczyna nie ma innego wyjścia, jak przyłączyć się do jego tajemniczej podróży. Anime to wygląda przepięknie, ma niesamowity soundtrack, który do dziś lubię słuchać, a historia z dziwnej na samym początku rozkręca się do czegoś bardzo dobrego oraz niezwykle wzruszającego.

Podobne: Hitsugi no Chaika, Densetsu no Yuusha no Densetsu, Shingeki no Bahamut: Genesis, Macross Delta

Cardcaptor Sakura
Studio: Madhouse
Ocena: 10/10

Cardcaptor Sakura – na koniec jedno z niewielu anime, które obejrzałam więcej niż raz. Przedstawia historię tytułowej Sakury, dziewczynki, która pewnego dnia odkrywa w piwnicy swojego domu księgę pełną tajemniczych kart oraz dziwnego, podobnego do pluszaka stworka, szumnie tytułującego się Strażnikiem Pieczęci. Karty te okazują się mieć w sobie zaklętą magiczną moc, którą Sakura niechcący uwolniła, a więc teraz musi to naprawić i ponownie je zebrać. Problem jednak w tym, że rozpierzchły się one po całym miasteczku, siejąc zamęt gdzie tylko się pojawią. CCS to unikalna seria, ponieważ ma słodką kreskę, pozornie milutki motyw i jakby nie było opowiada o dzieciakach z podstawówki… ale nadaje się do oglądania dla każdej grupy wiekowej, ponieważ to przede wszystkim bardzo dobra historia. O przyjaźni, akceptacji, miłości (ach, to cudowne enemies-to-friends-to-lovers), ale również posiadająca mroczniejsze tony oraz tajemnicze spiski. Autorkami tego tytułu jest grupa CLAMP i tu należy zapamiętać jedno – nic co te Panie tworzą nie jest tak proste i banalne jak się wydaje na pierwszy rzut oka. To są mistrzynie historii z drugim i trzecim dnem, które przeplatają się ze sobą tworząc taki misz-masz, że głowa boli. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu ;)

Podobne: Kobato, Princess Tutu

 

Wszystko co wpisałam w rubryce „podobne” dzieli jakieś elementy ze wspomnianą wyżej serią – może podobieństwa te w niektórych przypadkach nie rzucają się od razu w oczy, ale jestem całkiem pewna, że „jeśli spodobało wam się X, spodoba się też Y” :)

Do wszystkich młodych padawanów – mam nadzieję, że coś sobie z tej rozpiski wybierzecie. Starałam się pokryć różne gatunki, także znajdzie się raczej coś dla każdego.

Do wszystkich mistrzów Jedi – a co wy byście zaproponowali na początek? Czy moje wybory pokrywają się z waszymi, czy może macie zupełnie inne podejście do tematu?

Ech, aż mnie na wspominki wzięło przez tę notkę. Jak tak teraz o tym pomyślę, to moja indoktrynacja przygoda z anime zaczęła się w dzieciństwie od Czarodziejki z Księżyca, ale że wtedy jeszcze nie wiedziałam, że tak się to zwie, za mój rzeczywisty pierwszy kontakt z tym światem uznaję Fullmetal Alchemist, wersję z roku 2003, który to swego czasu emitował kanał Hyper. Bodajże oglądałam jeszcze na tej samej stacji Tsubasa Chronicle, a potem już poleciało z górki. Tak właściwie to wymieniona przeze mnie powyżej Cardcaptor Sakura także była jednym z moich pierwszych anime, a więc macie żywy przykład tego, że odwaliła dobrą robotę w zachęceniu mnie do dalszego szperania po tej, w tamtym czasie, niszy jaką w Polsce były mangi i anime. Szczerze mówiąc jak widzę ile teraz wychodzi tytułów na naszym rynku (można u nas dostać praktycznie wszystkie większe mangowe tytuły), to jestem w mega pozytywnym szoku jak bardzo się to wszystko rozwinęło i może odrobinkę wyszło z cienia. Echhhh, kto pamięta te wszystkie dawne artykuły o japońskich szatańskich bajkach? :P

W każdym bądź razie miłego oglądania – teraz czekamy na notkę od Crow pt. „moje pierwsze anime” ;)

2 responses to “[LISIA NORA] Anime: od czego zacząć

  1. Trochę tu brakuje SF: Oglądanie Macrossów można spokojnie zacząć od Frontiera. Jest też trochę niezależnych Gundamów – „00” to pierwszy Gundam w HD, a ostatnie „Iron-blooded Orphans” też było bardzo dobre. Code Geass też się nadaje choć może z tym przerysowaniem nie każdemu podejdzie. Z innych tytułów bym wrzucił np „Suisei no Gargantia”.

    Ja zaczynałem od czarodziejki i od anime z włoskim dubbingiem z Polonii 1 (Generał Daimos!) i Czarodziejki z Księżyca. W pełni świadomie oglądać anime zacząłem też od FMA, ale potem obejrzałem kilka serii, których w sumie bym teraz nikomu ‚początkującemu’ nie polecił xD.

    Polubienie

    • Widzisz, zawsze mam ciut dylematy z polecaniem SF, bo przez większość życia spotykam się z reakcjami pt.: „sciencie-fiction? to nie dla mnie.”, ale fakt, absolutnie nie pomyślałam o Suisei no Gargantia, a to akurat mogłoby być fajnym „czymś pośrodku” :)
      Z Code Geassem natomiast bym się tak nie zapędzała – szanuję i uważam tę serię za naprawdę świetną fabularnie, ale nie wiem czy polecałabym ją na początek. Przynajmniej ja tak miałam, że trochę mi się przez nią brnęło.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s