Podsumowanie roku 2018~!

To już nasza druga notka podsumowująca – miło tak oglądać jak blog się sympatycznie rozwija :) Tym razem jednak mamy wrażenie, że będzie ona ciekawsza, bo zwyczajnie bardziej różnorodna. Nie to, żeby nam się rozjechały gusta, ale rok 2018 każda z nas (oczywiście podświadomie, nasza telepatia nadal ma się dobrze ;)) przeznaczyła na nadrabianie zaległości i sprzątanie tego, co leżało zdecydowanie za długo odłogiem. Odkurzanie półki książkowo-serialowej poszło całkiem nieźle, z filmami było ciut gorzej – ogółem tragedii nie stwierdzamy, ale liczymy, że 2019 obrodzi dużo bogaciej.

Najlepsza książka:

  • Fox
    •  Jessica Cluess – seria „Kingdom on Fire”, którą otwiera tom „A Shadow Bright and Burning”

Muszę powiedzieć, że rok 2018 nie porwał mnie z książkowego punktu widzenia. Przeczytałam dużo (równiutkie 50 pozycji) i rzeczywiście trafiały się w tym naprawdę bardzo dobre tytuły… ale tę zwyczajną, czystą radochę z czytania, gdzie nie możesz się doczekać by dowiedzieć co będzie dalej, udało się wywołać tylko serii Kingdom on Fire, opowieści osadzonej w wiktoriańskiej Anglii, która pustoszona jest przez ogromne monstra z innego wymiaru. Pokonać je może tylko zapowiedziana przez proroctwo czarodziejka… z tym drobnym szczegółem, że magię tego typu w kraju praktykują tylko mężczyźni, a ostatecznie nasza wybranka chyba nie do końca rzeczywiście jest przepowiedzianą wybranką i teraz musi jakoś z tego problemiku wybrnąć. Mamy tu świetne postacie, bardzo fajną kobiecą przyjaźń oraz naprawdę dobre twisty i (nareszcie!!) mega solidne zakończenie (ostatnio o nie mega trudno).

  • Crow
    • Deborah Harkness – seria „All Souls Trilogy”, którą otwiera tom „A Discovery of Witches”

W tym roku przeczytałam 32 książki, niestety mało wśród nich było pozycji, które całkowicie by mnie pochłonęły. Owszem, jeśli przejrzycie moje Lubimy Czytać, zobaczycie, że w tym roku najwyżej oceniłam, oprócz wspomnianej wyżej pozycji, także Mgły Avalonu czy Beksińscy. Portret podwójny, jednak przy książkach Pani Harkness bawiłam się najlepiej, dlatego też to właśnie one lądują na piedestale. Nie będę przytaczać tutaj fabuły, bo w ubiegłym tygodniu pisałam dokładnie o tej serii posta, także zainteresowanych odsyłam tutaj.

Najgorsza książka:

  • Fox
    • Rachel E. Carter – Last Stand (Czarny Mag #4)

Nie pamiętam kiedy ostatnio się tak umęczyłam przy książce, żebym musiała dosłownie przeskakiwać strony, bo już nie mogłam zdzierżyć. Tom ten jest ostatnim w serii (nie wyszedł jeszcze w naszym kraju), co tylko potęguje mój niesmak, bo zamiast emocjonującej i pełnej akcji konkluzji dostałam 450 stron bohaterów w depresji, niszczących wszelkie pozytywne więzi, jakie zbudowali między sobą w poprzednich częściach. Bonus: za to największym rozczarowaniem tego roku (i ogółem ostatnich lat) była dla mnie bezapelacyjnie seria Kolory magii, Victorii Schwab. Książki te mają piękne okładki oraz niesamowicie ciekawy pomysł na fabułę, który został doszczętnie zaprzepaszczony. W słowniku pod hasłem „zmarnowany potencjał” powinno widnieć „Mroczniejszy odcień magii.”

  • Crow
    • Victoria Aveyard – Królewska Klatka (#3 Czerwona Królowa), Wojenna Burza (#4)

Czytałam Last Stand i faktycznie nie była to jakaś super przyjemna lektura, jednak jeszcze nic mnie tak nie umęczyło, jak dwa ostatnie tomy Czerwonej Królowej. Dwójka głównych bohaterów jest nudna, pozostaje w regresie i na dodatek ma depresję, przez co w zasadzie kompletnie mnie nie obeszła. Najciekawszy i absolutnie magnetyczny był czarny charakter, jednak ten z kolei został przeznaczony przez autorkę do odstrzału, jako „beyond any help”. Dodajcie do tego brak w zasadzie jakichkolwiek innych postaci, które można lubić (wszyscy knują), całkowicie polityczną fabułę i absolutnie denne zakończenie a wyjdzie kompletnie niestrawny mix. Ze swojej strony absolutnie też podpisuję się pod bonusowym dopiskiem Fox – Kolory magii miały u mnie duży kredyt zaufania po pierwszym tomie, jednak nie zdołały mnie do siebie przekonać. Dla mnie to cmentarzysko świetnych pomysłów. Niestety.

Najlepszy film:

  • Fox
    • Avengers: Wojna bez granic (2018)

Przez moment zastanawiałam się co tu umieścić… a potem sobie przypomniałam, że przecież w tym roku wyszło Infinity War. Bezapelacyjnie film, który zasłużył na wszystkie miliony (miliardy?), które zarobił. To dokładnie tak epicki cross-over o jakim wszyscy marzyli od kiedy MCU było jeszcze w powijakach – świetnie wyważony humor i dramat, nie nudzi ani na sekundę, plus jakimś cudem, mimo tej całej plejady postaci, każda dostała czas antenowy na jaki zasługiwała. Mam nadzieję, że Endgame tak samo pozamiata przyszły rok ;)

  • Crow
    • Avengers: Wojna bez granic (2018)

O rany, naprawdę w tym roku dosyć odpuściłam sobie filmy, nie widziałam zbyt wiele nowości, które zobaczyć chciałam i miałam straszny problem co tutaj wpisać o_O Jeśli pomyślę o tym co utkwiło mi w pamięci, to zdecydowanie muszę umieścić tutaj Wojnę bez granic. Oprócz tego z odmętów wyłania się VenomThor: Ragnarok i Pokot. Wiem, wiem, wiem dwa ostatnie to nie są filmy tegoroczne, ale widziałam je w 2018 dlatego o nich wspominam.

Najgorszy film:

  • Fox
    • Anihilacja (2018)

Nawet nie potrafię opisać jak bardzo mnie ten tytuł zawiódł i chyba to sprawiło, iż wygrał walkę o najgorszy film roku z Dziedzictwo. Hereditary, czyli horrorem tak popieprzonym, że po jego obejrzeniu zastanawiałam się jak mogłam zmarnować 2 godziny z mojego życia na ten dom wariatów. Anihilacja, reklamowana jako thriller s-f, czyli to co tygrysy lubią najbardziej, zanudziła mnie tak, że z ręką na sercu o mało na nim nie zasnęłam. Film ten nie jest żadnym thrillerem, bo dreszcze to możesz co najwyżej dostać, jak oglądasz go w zimie przy otwartym oknie. To stek bzdur i durnot opakowany we „wzniosłe” przesłanie dla zwolenników wymyślania naciąganych teorii. To także nie s-f, tylko pseudo-filozofowanie w stylu Nowy początek (oryg. Arrival), który to uśpił mnie i zirytował w dokładnie ten sam sposób.

  • Crow
    • Mother! (2017)

Jak myślę o tym filmie, to dosłownie brak mi słów. I ochoty na komentarz. Zaczął się ciekawie, ale nim dobrnęłam do połowy miałam go już serdecznie dosyć i dosłownie zmuszałam się do dalszego oglądania, a w pewnym momencie w ruch poszło „fast forward”. Okropny. Męczący. Dla mnie kompletna strata czasu.

Najlepszy serial:

  • Fox
    • 12 małp (sezon #04)

Kiedy tylko wypływa temat serialu 12 Monkeys, mam ochotę krzyczeć na wszystkich wokół, żeby zrobili sobie tę przysługę i go wreszcie obejrzeli. Sezon czwarty jest zarazem ostatnim i oh dear, jaka to była końcówka! Śmiałam się do rozpuku (scena z „The Time Of My Life”, anyone?) i ryczałam jak bóbr. Jak babcię kocham, nie wiem czy oglądałam wcześniej serial, który dałby mi taką satysfakcję swoją konkluzją. To produkcja od początku zaplanowana na 4 sezony, co widać, bo faktycznie trzymała się zamierzeń, powoli ale konkretnie zmierzając do dobrze przemyślanego zakończenia logicznie domykającego wszystkie wątki. Ciężko jest nakręcić dobry tytuł o podróżach w czasie (czytaj: taki, który nie sprawiałby wrażenia, że sami scenarzyści nie wiedzą co robią), ale ten zdecydowanie zawiesił poprzeczkę w praktycznie nieosiągalnym miejscu. Świetne postacie, świetne relacje, BOSKI humor (nie wiem czy coś jest w stanie przebić Jennifer śpiewającą Pink Hitlerowi), genialne twisty i ten perfekcyjny ending awwww <3 Kocham kocham kocham! Wyróżnienie dla Agentów T.A.R.C.Z.Y – całe 5 sezonów pożarłam w rekordowym tempie.

  • Crow
    • Fargo [2014] (sezon #01)

W temacie seriali mam w tym roku znacznie więcej do powiedzenia niż w temacie filmów. Fargo to rewelacyjny dramat kryminalny oparty na faktach, z równie genialną rolą Billy’ego Boba Thorntona. Chociaż wygrało bitwę, po drodze było jeszcze kilka tytułów naprawdę godnych obejrzenia choć wcale nie tegorocznych. Mam na myśli seriale DarkJack Ryan oraz Dom z Papieru. Wszystkie mnie wciągnęły co ostatnio było trudne. O tym pierwszym pisałam na blogu – świetne połączenie mystery, kryminału i s-f, drugi to genialna mieszanka akcji i dramatu, natomiast ostatni to solidny thriller akcji.

Najgorszy serial:

  • Fox
    • The Walking Dead (sezon #08)

TWD to serial kultowy – tak dla świata jak i dla mnie personalnie, bo w pewnym sensie zapoczątkował w mojej rodzinie serialowe wieczory, które to cały czas kontynuujemy (tak, namówiłam moich rodziców, małżeństwo w sile wieku, na obejrzenie serialu o zombi… i go polubili :)) – dlatego oglądałam jego powolny upadek z bólem serca. Sezon ósmy to miejsce, w którym sięgnął dna absolutnego. Kulminacja konfliktu z Neganem (ciągnącego się już chyba 3 sezon) miała być „tym czymś”, a okazała się przegadana, nudna oraz absolutnie niesatysfakcjonująca, pozostawiając w ustach trudny do przełknięcia niesmak. Całe szczęście zdaje się, że serial wreszcie odbił się od wspomnianego rowu mariańskiego i w sezonie dziewiątym powolutku od nowa znajduje swój pozytywny rytm.

  • Crow
    • The 100 (sezon #05)

Obejrzałam wszystkie sezony co jak na osobę stroniącą od sf-ów spory wyczyn. O ile początkowo moje zainteresowanie tym tytułem rosło, tak w pewnym momencie weszło w fazę stagnacji, a wręcz czułam się nim zmęczona. Sezon piąty tylko do tego zmęczenia dołożył, dodatkowo zanudził mnie na śmierć powtarzaniem przez bohaterów dawnych błędów tylko w innych konfiguracjach. Tak naprawdę zainteresował mnie dopiero w ostatnich 15 minutach ostatniego odcinka sezonu. Biorąc to pod uwagę, liczę że szósty sezon okaże się ciekawszy.

Najlepszy bohater:

  • Fox
    • Leo Fitz – serial „Agenci T.A.R.C.Z.Y”

Fitz to naukowiec i inżynier, geniusz i nerd, socially awkward chłopak o wielkim sercu, którego serial Agenci T.A.R.C.Z.Y przepuścił przez każde możliwe tortury – poczynając od uszkodzenia mózgu, czyli tego czym się najbardziej szczycił, poprzez złamanie go psychicznie, a na ciągłej próbie rozdzielenia go z miłością jego życia kończąc – a on wyszedł z tego… hmmm, może nie „obronną ręką”, ale na pewno z character developmentem wielkości Mount Everest. Leo nie da się nie lubić, to prawda, ale jednocześnie nie sposób nie docenić, że jest to po prostu niesamowicie dobrze skonstruowana postać. Pomyśleć, iż zaczynał jako serialowy comic relief.

  • Crow
    • Maven Calore – seria książkowa „Czerwona Królowa”

Długo się zastanawiałam czy nie powinnam tutaj wpisać Matthew de Clairmonta z All Souls Trilogy, jednak ostatecznie wygrał Maven. Pani Aveyard udało się stworzyć postać niesamowicie intrygującą, mroczną, taką po której można się spodziewać absolutnie wszystkiego zarówno w dobrym jak i złym tego słowa znaczeniu. Jasna gwiazda na nijakim firmamencie bohaterów tej serii. Szkoda, że skazała go na zagładę, bo kiedy myślę o tej serii, Maven jest pierwszym co mam przed oczami.

Najlepsza bohaterka:

  • Fox
    • Henrietta Howel – seria książkowa „Kingdom on Fire”

Zawsze mam problem z żeńskimi postaciami, bo już uznaję za wielki sukces kiedy osiągają one poziom „nie denerwuje mnie” a co tu mówić o sympatii. Kingdom on Fire wspomniałam przy okazji najlepszej książki roku – wydaje mi się, że w dużej mierze swój sukces w tamtej kategorii zawdzięcza właśnie bystrej i zaradnej Henrietcie. Dziewczyna zdaje sobie sprawę z powagi swojej sytuacji, szczerze chce pomóc, nie traci głowy dla romansów (w pewnym momencie wręcz wybierając przede wszystkim pomoc swojej przyjaciółce ponad mężczyznę, którego kocha) ani innych więzi wiedząc, że misja jest ważniejsza oraz nie raz rozbawi nas swoimi wewnętrznymi przemyśleniami. Całą serię czyta się tylko z tej jednej perspektywy, dlatego jej głos był tak ważny w odbiorze całości, mnie zaś przekonała do siebie w ekspresowym tempie.

  • Crow
    • Diana Bishop – seria książkowa „All Souls Trilogy”

Inteligentna, rezolutna i potężna czarownica. Nie daje sobie w kaszę dmuchać, i pomimo licznych przeciwności losu stawia na swoim – w końcu nie ma lekko, otoczona przez całą rodzinę wampirów i ścigające ją czarownice i demony. Jak dobra to postać chyba najlepiej widać w tomie drugim, gdzie pomimo przebywania w nie swojej epoce dotrzymuje kroku swojemu mężowi wampirowi Matthew, i w zasadzie sama organizuje sobie to co jej potrzeba, zażegnując przy tym liczne kryzysy małżeńskie.

Najlepszy duet:

  • Fox
    • Dutch i Johnny – serial „Killjoys”

Przez długi czas chciałam tu wpisać Fitzsimmons (który ship dostaje się od razu z gotowym akronimem? xD), czyli epicki (przez duże E!) wątek miłosny z Agentów T.A.R.C.Z.Y, ale koniec końców postawiłam na coś innego – Dutch i Johnny są przez sam serial określani mianem „platonic soul mates” tudzież „non-sexual life partners” i damn, jakie to jest dobre! Czy widać na kilometr, że się kochają? Tak. Czy aktorzy mają świetną chemię i zrobienie z tego romansu byłoby wybuchowe? Jasne. Ale jeśli macie ochotę dla odmiany obejrzeć tytuł o przyjaźni damsko-męskiej, która walczy o siebie z równą zajadłością co para kochanków, przy okazji tworząc świetną, zgraną drużynw łowców nagród, to zdecydowanie odsyłam do Killjoys! Obiecuję, że zaangażujecie się w ich relację bardziej niż w wiele wątków miłosnych.

  • Crow
    • Martin i Wendy Byrde – serial „Ozark”

Pewnie nikt by się nie spodziewał, że ta niepozorna parka pierze forsę dla kartelu narkotykowego. Razem są w stanie odeprzeć naprawdę spore kłopoty, i chociaż Ozark nie jest z założenia komedią a dramatem, ich wyczyny momentami wprawiają widza w osłupienie. Nie wszystkie są co prawda zabawne, ale te które być mogą ,trafiają na solidny kontrast w postaci ciężkiej i mrocznej atmosfery serialu.

 

Przeleciał rok nadrabiania zaległości (np. serialu Once Upon a Time, który wisiał na mojej liście od czasów studiów) – szału nie było, ale kilka perełek wpadło chyba w każdej kategorii (dlatego mimo wszystko nie miałam problemów z wyborem zwycięzców). Przysiadłam też porządniej do konsoli, a moje gierkowe serce całkowicie skradł Nathan Drake, gdyż udało mi się zaliczyć całą tetralogię Uncharted (+ Zagubione dziedzictwo). Seria jest rewelacyjna i drżę na myśli o powstającym aktualnie filmie – czy Tom Holland uciągnie tę rolę? Ciężko stwierdzić. Póki co zadowala mnie jednak fanowska produkcja z Nathanem Fillionem ;) Zabrałam się też wreszcie za Mass Effect Andromeda, ale do końca jeszcze daleko, także póki co powstrzymam się z opiniami. Na razie mogę stwierdzić tyle, że moim zdaniem ludzie mocno przesadzili tutaj z hejtem. Rok 2018 nie był za to dla mnie rokiem oglądania anime – widziałam dosłowne konieczne minimum, czytaj: np. sequel Cardcaptor Sakury, którego bym w życiu nie przepuściła. Liczę jednak, że 2019 namiesza pod tym względem, bo zapowiedziano remake Fruits Basket w zgodzie z mangą!! Tak jest, nie przesłyszeliście się. Legenda powraca! Przeczytałam tego newska i w ciągu 3 sekund byłam na skraju załamania emocjonalnego, serio ;) Furuba to, na równi z FMA, moja ukochana manga, także czekam na ten reboot z wypiekami na twarzy. Po tak niesamowitej informacji, która dla mnie jest istnym cudem (chyba prędzej uwierzyłabym, że wygram kiedyś w totka, niż że po tylu latach doczekam się Fruits Basket: Brotherhood ;P), mam naprawdę pozytywne nastawienie do przyszłego roki i tego samego życzę wam. 2018 trochę dał ciała, a więc może być tylko lepiej <3 Bawcie się dobrze na Sylwestrze i nie spalcie nikomu dachu fajerwerkami xD

Oj nie rozemocjonował mnie ten rok. Chyba najlepiej było z serialami, zważywszy na to ile z nich faktycznie przypadło mi do gustu, niestety filmy jakoś mnie nie porwały. Co do książek, to skupiłam się głównie na domykaniu rozgrzebanych serii (och jak ja nie znoszę takiego bałaganu!), jednak też nie były to jakieś tytuły przesadnie satysfakcjonujące. Nie trafiłam chyba na żadną książkę, którą bym pochłonęła w mgnieniu oka i krzyczała o więcej. Rok zamykam czytając Prawdodziejkę (zapowiada się obiecująco) i oglądając Peaky Blinders (serial rewelacyjny, ale nie trafia do tegorocznego rankingu bo jeszcze jestem w trakcie). W związku z tym życzę Wam i sobie zapadających w pamięć filmów, książek i seriali w tym nadchodzącym roku! Niech będzie radosny xD

;*

One response to “Podsumowanie roku 2018~!

  1. 2018 rok był dla mnie czasem zmian skończyłem studia i obroniłem pracę magisterską, a teraz jestem na stażu jako grafik komputerowy.

    Moim największym odkryciem książkowym roku 2018 była seria „Archiwum Burzowego Światła” autorstwa Brandona Sandersona, która z automatu wskoczyła do mojego top ulubionych pozycji. Świetne postacie, ciekawa historia i interesujący świat. Całkowicie nie mogłem się oderwać, chociaż nie mogłem się wciągnąć przez pierwsze około 80-100 stron pierwszego tomu.

    Przez cały 2018 rok nie oglądnąłem żadnego naprawdę ciekawego filmu, ani serialu.

    W grach komputerowych najciekawszą pozycją dla mnie był „Kingdom Come: Deliverance”. Ciekawa historia i postacie i sporo fajnych mechanik. Chociaż brak Czeskich głosów wkurzał. Niezwykle miłą informacją dla mnie było ukończenie polskiego tłumaczenia do Katawa Shoujo. Produkcja ta jest wprost fenomenalna.

    W przypadku anime w roku 2018 najciekawszymi pozycjami okazały się : Violet Evergarden, Sora yori mo Tooi Basho, Steins;Gate 0, Irozuku Sekai no Ashita kara. Jednak całościowo nie był to zbyt udany rok w świecie anime, 2019 zapowiada się o wiele lepiej. Wziąłem się w 2018 roku za maraton kilku serii : „PriPara”, „Aikatsu”, „Aikatsu Stars” oraz na bieżąco oglądam „Aikatsu Friends”. Bardzo fajnie mi się oglądało.

    Oby nowy rok był lepszy niż 2018.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s